Jasne i ciemne strony taniego podróżowania
Podróżowanie jest dziś tańsze i łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Tanie linie lotnicze, niedrogie noclegi i platformy rezerwacyjne otworzyły drzwi milionom ludzi, którzy wcześniej nie mieli możliwości zobaczenia świata. To, co kiedyś było przywilejem bogatych, stało się dostępne dla studentów, młodych pracowników i rodzin z ograniczonym budżetem. Ten szerszy dostęp jest bez wątpienia czymś dobrym, ale rodzi też pytania. Oszczędzanie pieniędzy często wiąże się z ukrytymi kosztami – dla środowiska, dla lokalnych społeczności, a czasem także dla samych podróżnych. Wyzwanie polega na tym, jak czerpać korzyści z taniego podróżowania, nie ignorując jego wad.
Największą zaletą podróżowania niskim kosztem jest oczywiście przystępność. Ludzie, którzy kiedyś mogli tylko marzyć o zagranicznych wyjazdach, dziś mogą je realizować, często taniej niż weekend w domu. Według World Travel & Tourism Council turystyka w 2024 roku wniosła prawie 10,9 biliona dolarów amerykańskich do światowej gospodarki i zapewniła ponad 350 milionów miejsc pracy. Dla wielu podróże to nie tylko wakacje, ale okazja do nauki, poznawania innych kultur i budowania więzi ze światem. Co więcej, tanie podróże mogą być czasami korzystniejsze dla planety. Wybieranie autobusów lub pociągów zamiast samolotów, czy zatrzymywanie się w mniejszych, lokalnych miejscach zamiast w dużych hotelach, zmniejsza zużycie energii i ilość odpadów. Badanie opublikowane w Nature wykazało, że turystyka odpowiada za około 8% globalnej emisji gazów cieplarnianych, więc sposób, w jaki podróżujemy, ma ogromne znaczenie.
Tanie podróżowanie może także wspierać biedniejsze regiony. Na obszarach wiejskich czy w krajach rozwijających się nawet niewielkie kwoty wydane przez turystów mogą zrobić różnicę. Lokalne pensjonaty, rodzinne restauracje czy wycieczki organizowane przez mieszkańców zyskują, gdy podróżni decydują się wydawać pieniądze bezpośrednio u nich. Badania pokazują, że w odpowiednich warunkach turystyka może pomóc w redukcji ubóstwa i przyczynić się do sprawiedliwszego podziału dochodów w lokalnych gospodarkach.
Nie można jednak ignorować wad. Jedną z największych jest wpływ na środowisko. Rozwój tanich linii lotniczych sprawił, że coraz więcej osób wybiera krótkie loty, które często kosztują mniej niż bilet kolejowy. Choć zwiększa to dostępność podróży, znacząco podnosi emisję dwutlenku węgla. Między 2009 a 2019 rokiem emisje związane z turystyką rosły średnio o 3,5% rocznie, prawie dwa razy szybciej niż globalna gospodarka. I choć w ostatnich latach widać pewne poprawy, turystyka nadal odpowiada za znaczną część globalnych emisji.
Kolejnym problemem jest to, że nie wszystkie pieniądze wydane przez turystów zostają w odwiedzanym kraju. Duża część trafia z powrotem do zagranicznych linii lotniczych, dużych sieci hotelowych czy operatorów turystycznych. To oznacza, że lokalni pracownicy i małe firmy często widzą tylko niewielką część zysków, mimo że to oni zmagają się z wyższymi kosztami życia, zatłoczonymi ulicami i obciążoną infrastrukturą. W niektórych miejscach tania turystyka potrafi utrudnić życie mieszkańcom zamiast im pomagać. Dobrym przykładem jest Azja Południowo-Wschodnia, gdzie tzw. „begpackersi” – turyści podróżujący praktycznie bez pieniędzy, polegający na gościnności mieszkańców, proszący o jedzenie, nocleg, a nawet o wsparcie finansowe dalszej podróży – stali się zjawiskiem kontrowersyjnym. W Tajlandii, Indonezji czy Wietnamie można spotkać ich na ulicach z gitarami i ręcznie wykonanymi tabliczkami z prośbą o datki. Podczas gdy sami określają to jako autentyczną przygodę, wielu mieszkańców postrzega takie zachowania jako wykorzystywanie. W społecznościach, gdzie ludzie ciężko pracują, by się utrzymać, prośba o wspieranie zagranicznego turysty na wakacjach bywa odbierana jako głęboko niesprawiedliwa. Władze lokalne, np. na Bali, musiały interweniować, odsyłając „begpackersów” do ambasad lub wzywając ich do opuszczenia kraju, gdyż ich obecność obciążała lokalne społeczności zamiast je wspierać.
Ryzyko pojawia się również wtedy, gdy coś jest „zbyt tanie”. Bardzo tanie noclegi mogą wiązać się z łamaniem praw pracowniczych czy niebezpiecznymi warunkami. Duże grupy podróżników z ograniczonym budżetem mogą nadmiernie obciążać delikatne środowiska – od plaż po górskie szlaki – albo powodować nadmierne zatłoczenie miast i problemy z odpadami. We Francji na przykład wzrost popularności tanich lotów bezpośrednio przyczynił się do zwiększenia śladu węglowego kraju, pokazując, że dostępność podróży często ma ukryte koszty środowiskowe.
Obraz jest więc mieszany. Tanie podróżowanie nie jest z natury dobre ani złe – wiele zależy od podejścia. Podróżni mogą pomóc, wprowadzając drobne zmiany: wybierając lokalne firmy, unikając zbędnych lotów, zostając dłużej zamiast odbywać wiele krótkich wyjazdów i płacąc uczciwe ceny zamiast nadmiernie targować się kosztem pracowników. Ważną rolę mają także rządy i przedsiębiorstwa – odpowiednie zarządzanie ruchem turystycznym, inwestycje w infrastrukturę i dbanie o to, by lokalne społeczności miały realny udział w zyskach.
Ostatecznie, tanie podróżowanie dało wolność i możliwości milionom ludzi, i byłoby błędem traktować je wyłącznie jako problem. Ale każdy tani bilet ma swoją cenę, nawet jeśli podróżny nie płaci jej bezpośrednio. Cenę tę ponosi klimat, lokalna społeczność lub pracownicy stojący w tle. Celem nie jest zniechęcanie do podróży niskim kosztem, ale robienie tego w sposób, który szanuje odwiedzane miejsca i ludzi, którzy tam mieszkają. Jeśli podejdziemy do tego świadomie, tanie podróżowanie może pozostać drzwiami do odkrywania świata, a jednocześnie wspierać bardziej zrównoważoną i sprawiedliwą przyszłość.
FarHut
